Od w-zetki zaczynałam wiele lat temu moje próby stworzenia czegoś jadalnego.
Przepis dostałam od mojej cioci. I muszę się pochwalić, że od tamtej pory wiele osób jadło moją w-zetkę bez wielkiego przymusu i obrzydzenia.
Piekłam ją w prodiżu ( dla młodych informacja - to taka elektryczna "tortownica"), ale można też używać piekarnika i większej formy na ciasto.
W garnku rozpuszczamy 1 kostkę margaryny (25 dag), 2 szklanki cukru i pół szklanki wody.
Musimy poczekać aż trochę przestygnie (nie musi być zupełnie zimne) i dodajemy 4 całe jajka, 2 szklanki mąki, 1,5 dużej łyżki proszku do pieczenia i paczki kakao (3-4 duże łyżki), miksujemy. Jest to właściwie przepis taki jak na "murzynka".
Do nasączenia ciasta musimy zrobić coś w rodzaju ponczu. Ja zawsze do wody dodaję jakiegoś syropu owocowego (wiśniowy, malinowy) może też być wiśniówka albo inna nalewka w wersji dla dorosłych, czasami dodaję kwasku cytrynowego, to zależy od gustu i smaku. Cukru raczej do ponczu nie używam, gdyż całość jest już i tak wystarczająco słodka.
Polewę czekoladową robię z masła, cukru, kakao i mleka lub śmietany (18%). Trudno mi tu podać konkretne proporcje bo od lat przygotowuję to "na oko", ale tak orientacyjnie:
1 łyżka masła, 2 łyżki cukru, 1 łyżka mleka, 1 łyżka kakao. Na całość około 0,5 kostki masła, można oczywiście więcej, na pewno się nie zmarnuje.
Gdy ciasto wystygnie trzeba je przekroić mniej więcej w połowie. Nie mam na to patentu, męczę się nożem. Ścinam też wierzch, bo zawsze wyrasta górka.
Mam nadzieję, że będzie smakowało.
Smacznego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz