czwartek, 28 października 2010

Nalewka na suszonych śliwkach

Kolejny przepis na nalewkę z dawnych czasów. Będę cytować.
40 dag suszonych śliwek utłuc razem z pestkami w moździerzu, włożyć do gąsiora, zalać jednym litrem spirytusu i odstawić na 4 dni.
Po tym czasie zlać spirytus do butelek, a na śliwki nalać pół litra przegotowanej wody i zostawić na dwa dni.
Zlać płyn, przefiltrować i zmieszać z uprzednio zlanym spirytusem (myślę że też należy go po zlaniu przefiltrować).
Dla koloru można dodać trochę karmelu.
I na koniec komentarz mojej babuni - "przypomina w smaku koniak francuski".
Róbmy i sprawdzajmy!!!

Na zdrowie!!!

wtorek, 26 października 2010

Wódka pomarańczówka

Dla tych co nie lubią ciastek, ale nie odmówią czegoś słodkiego.
Przepis mojej babuni z roku 1940.
gify owoceSorki z trzech pomarańczy cieniutko pokroić, wcisnąć do butelki i zalać pół litrem dobrej mocnej wódki. Porządnie zakorkować i odstawić na 10 dni.
Po tym czasie z ćwierci kilograma cukru i pół litra przegotowanej wody przygotować syrop i do tego wlać pół litra spirytusu. Do takiej mieszaniny wlać wyciąg ze skórek. Wszystko na ciepło. Zmieszać. Gdy wystygnie, przefiltrować do butelek.
Sądząc z ilości używanych produktów, potrzebny będzie do tego przynajmniej dwulitrowy garnek.
I na koniec bardzo ważna uwaga.
Cytuję "Uważać, nie wlać odwrotnie, bo wszystko wódka zbieleje, będzie mętna i nic na to się nie poradzi".

Smacznego, tylko ostrożnie!!!!!!!!!

poniedziałek, 4 października 2010

Tort orzechowy - przepis

Jest to przepis na niedużą tortownicę.
Ubijamy siedem białek z jedną szklanką cukru pudru.
Dodajemy około 20dag zmielonych orzechów włoskich lub laskowych - obojętnie (z tym że laskowe są chyba lepsze, ale według gustu i kieszeni wybieramy co chcemy).
Wszystko to mieszamy z bułką tartą - pół szklanki, może być więcej, ale maksymalnie jedna.
Tortownicę trzeba natłuścić i wysypać oczywiście też bułką tartą. Masę wkładamy do tortownicy i pieczemy niezbyt długo - około pól godziny w temperaturze 200-220 stopni. Trzeba uważać, żeby ciasto się nie "przepiekło".
Po wystygnięciu, wyjmujemy ciasto z tortownicy. No i teraz trzeba się wykazać sprytem i przekroić je na dwa blaty. Jak dla mnie jest to najbardziej stresująca chwila.
Jeżeli ktoś ma ochotę i czas, może podzielić surową jeszcze masę na dwie części i piec na raty. Mnie się nigdy nie chciało, więc i blaty były najczęściej różnej grubości, a nawet czasami musiałam je "sklejać".
Ciasta raczej nie nasączamy.
Dolny blat możemy posmarować jakąś konfiturą, ale niekoniecznie. Dodaje to smaku, z tym że nie wszyscy lubią dżem w ciastach. Na to nakładamy masę kremową, drugi blat, masę i jeśli mamy ochotę to dekorację na wierzchu.
Masę robimy ucierając ćwierć kilo masła (uwaga na masłopodobne), sześć żółtek, 10-15dag zmielonych orzechów laskowych (tym razem w przepisie mam laskowe), pół szklanki cukru pudru i trochę wanilii. Ja dodaję cukier lub aromat waniliowy, które jak wiadomo są tworami sztucznymi, nie wiem jak dodać prawdziwą wanilię występującą w postaci "laski".
Dekorujemy czym nam się żywnie podoba, możliwości są prawie nieograniczone.

SMACZNEGO

wtorek, 28 września 2010

Tort orzechowy

Długo nie mogłam się zdecydować od jakiego tortu zacząć. Przeglądałam przepisy i szukałam tortu orzechowego, który pamiętam bardzo dobrze, a i sama pokusiłam się go kiedyś  upiec.
No i znalazłam nie jeden, a chyba z pięć przepisów. Zacznę wkrótce od tego (chyba), który znam i wypróbowałam.
Zapraszam niedługo.

wtorek, 14 września 2010

Wuzetka

Od w-zetki zaczynałam wiele lat temu moje próby stworzenia czegoś jadalnego.
Przepis dostałam od mojej cioci. I muszę się pochwalić, że od tamtej pory wiele osób jadło moją w-zetkę bez wielkiego przymusu i obrzydzenia.
Piekłam ją w prodiżu ( dla młodych informacja - to taka elektryczna "tortownica"), ale można też używać piekarnika i większej formy na ciasto.

W garnku rozpuszczamy 1 kostkę margaryny (25 dag), 2 szklanki cukru i pół szklanki wody.
Musimy poczekać aż trochę przestygnie (nie musi być zupełnie zimne) i dodajemy 4 całe jajka, 2 szklanki mąki, 1,5 dużej łyżki proszku do pieczenia i paczki kakao (3-4 duże łyżki), miksujemy. Jest to właściwie przepis taki jak na "murzynka".
Ciasto W-Z (wuzetka)Formę należy natłuścić i wysypać tartą bułką. Wlewamy zmiksowaną masę i pieczemy około 40-45 minut. W prodiżu piecze się samo, a w piekarniku w temperaturze 200-220 stopni.
Do nasączenia ciasta musimy zrobić coś w rodzaju ponczu. Ja zawsze do wody dodaję jakiegoś syropu owocowego (wiśniowy, malinowy) może też być wiśniówka albo inna nalewka w wersji dla dorosłych, czasami dodaję kwasku cytrynowego, to zależy od gustu i smaku. Cukru raczej do ponczu nie używam, gdyż całość jest już i tak wystarczająco słodka.
Polewę czekoladową robię z masła, cukru, kakao i mleka lub śmietany (18%).  Trudno mi tu podać konkretne proporcje bo od lat przygotowuję to "na oko", ale tak orientacyjnie:
1 łyżka masła, 2 łyżki cukru, 1 łyżka mleka, 1 łyżka kakao. Na całość około 0,5 kostki masła, można oczywiście więcej, na pewno się nie zmarnuje.
Gdy ciasto wystygnie trzeba je przekroić mniej więcej w połowie. Nie mam na to patentu, męczę się nożem. Ścinam też wierzch, bo zawsze wyrasta górka.
Jeden blat kładziemy na płaskim talerzu (najlepiej na paterze), nasączamy (ilość wedle uznania) a następnie rozprowadzamy polewę (niezbyt gorącą). Na to kładziemy bitą śmietanę. Ja używam zawsze 36% UHT (z kartonowego opakowania). Następnie delikatnie przykrywamy drugim blatem i ponownie - poncz i polewa. Zawsze staram się posmarować polewą również brzegi. Wierzch wedle uznania, można dekorować lub nie, jak kto woli. Na koniec do lodówki, a potem na stół.

Mam nadzieję, że będzie smakowało.
Smacznego.

poniedziałek, 13 września 2010

Przyznaję.....

gify miłosne
Przyznaję się bez bicia, że uwielbiam dobre ciastka, ciasteczka, torty i torciki. Najlepiej gdy są z bitą śmietaną albo dobrym kremem, na przykład budyniowym lub czekoladą. Nie pogardzę sernikiem, kremówką i innymi pysznymi słodkościami.
Nie jem natomiast herbatników, krakersów, paluszków, wafelków ani cukierków w jakiejkolwiek postaci. To już by było za dużo szczęścia i kalorii.
Postanowiłam podzielić się przepisami ze wszystkimi, którzy mają podobne upodobania.
Namawiam, bo niektóre receptury odziedziczyłam po babci i pochodzą jeszcze z przed wojny, a jej wypieki  robiły furorę na "herbatkach".
Naprawdę można sobie czasami zrobić przyjemność i zapomnieć o liczeniu kalorii i sprawdzaniu cholesterolu.
Ja mieszczę się jeszcze w młodzieżowe rozmiary,  a nawet gdybym z nich wyrosła, to chyba nie potrafiłabym odmówić sobie od czasu do czasu jakiegoś słodkiego urozmaicenia.

Zapraszam jutro na pierwszy przepis.

Próbujcie i piszcie!!!